x

Protista nad morzem mgły. Transgresje medium. Agnieszka Gewartowska.

13 marca 2026

Co wspólnego ma jednokomórkowiec z Casparem Davidem Friedrichem?
  
Fascynacja naturą jest charakterystyczna dla twórczości Agnieszki Gewartowskiej. Kojarzymy ją przede wszystkim z rajskimi kwiatami i ptakami, gęstym od kształtów i kolorów tropikalnym ogrodem rozkoszy estetycznych, który ciśnie się przed oczy widza ze swoim okazałym i jednoznacznym pięknem. Jednak ta wystawa jest zupełnie inna. Przyglądamy się razem z artystką życiu biologicznemu tym razem pod mikroskopem. To swoisty ogród rzeczy: elementy przyrody są wypreparowane, przedstawione osobno niczym muzealne obiekty do podziwiania wyeksponowane w gablotach. Barwa, wcześniej intensywna, tu została zredukowana do subtelnego, przeważnie przygaszonego tła. Ten efekt uzyskano po pierwsze za pomocą transgresji matrycy i wejścia we współczesne narzędzia medium komputera i druku cyfrowego, po drugie dzięki technice wklęsłodruku oraz eksperymentu: wody, gumy arabskiej i asfaltu. Na plan pierwszy wybija się szczegół, wypełniający ciasno cały kadr: czarno-białe grafiki o mocnym rysunku, inspirowane rycinami Ernsta Haeckela.
  
Zatrzymajmy się na chwilę nad postacią tego biologa, filozofa i artysty. To on wprowadził termin „ekologia”, od greckiego słowa oznaczającego gospodarstwo domowe, aby zwrócić uwagę na to, że natura nie jest bezdusznym zasobem do wyzyskania przez człowieka, ale naszym domem, środowiskiem wzajemnych powiązań i relacji między żywymi organizmami. Przywołanie tej postaci jest znaczące. Agnieszka Gewartowska to twórczyni świadoma, wprost mówi o tym, że afirmacją wspaniałości przyrody w swojej sztuce pragnie rozbudzić w odbiorcach miłość do natury i świadomość połączenia, a w następstwie poczucie odpowiedzialności za nią. Ernst Haeckel jest prekursorem postawy, która odradza się współcześnie w nowej humanistyce: interdyscyplinarność, łączenie nauk biologicznych, filozofii i sztuki we wspólnym wysiłku budowania nowego paradygmatu, nowej opowieści o świecie, która rozpoznaje nasze połączenia ze wszystkim, co żywe, i przywraca człowiekowi właściwe miejsce w całym ekosystemie.
  
Haeckel jest również twórcą terminu „protista”, chętnie używanego przez współczesną posthumanistyczną biolożkę Lynn Margulis, oznaczającego najstarsze i najbardziej pierwotne organizmy jedno- i wielokomórkowe – czyli naszych praprzodków. Odwieczne i niepokonane, stanowią początek i źródło życia na Ziemi. Margulis dzieli z Haeckelem fascynację tymi mikroorganizmami. Dzięki pracom Agnieszki Gewartowskiej również mamy szansę się nimi zachwycić. Dodam jeszcze, że technika akwaforty i akwatinty w ciekawy sposób koresponduje z przesłaniem prac: najpierw mamy niepozorną, niewielką matrycę, która staje się bazą dla wielkoformatowych grafik, podobnie jak nasiono szyszki staje się bazą dla wybujałego drzewa, a bakteria sprzed miliardów lat – bazą wszystkiego, co żyje.
  
Patrzymy zatem na przyrodę w zbliżeniach makro. Drobne, niewidoczne gołym okiem lub pomijane na co dzień „rzeczy”, składniki naszego materialnego żywego świata, powiększone zostały do monumentalnych rozmiarów, wyraziście i majestatycznie emanując swoim pięknem. Zagarniają całą przestrzeń, surrealistycznie wklejone w delikatne pejzażowe tło, przez kontrast jeszcze dobitniej wyrwane z niewidzialności, mocne i dumne. Widzimy idealne mandale komórek, jak święte wzory mówiące o doskonałości istnienia. Spirale muszli, które Agnieszce Gewartowskiej kojarzą się z równym rytmem kosmicznych pulsarów. Artystka mówi o tym, że tworzy własny kod, który pomaga jej nawigować w chaosie świata. Nie dziwi, że tym kodem jest język przyrody. Przychodzi mi na myśl moja szkolna refleksja, że historia jest zapisem krwawych błędów i okrutnych pomyłek człowieka, a biologia – studium spokojnej doskonałości stworzenia. Rzeczywiście harmonia pozaludzkiego pomaga czasem przejść przez szarpaninę ludzkiego. 
  
A co z tym Casparem Davidem? Nie mogłam uciec przed tym skojarzeniem, patrząc na ryciny protist umieszczone centralnie w morskich czy leśnych pejzażach. U Friedricha w centrum stał człowiek jako podmiot. Odwrócony do nas plecami, kontemplował, zapraszając widza nie tylko do wspólnej kontemplacji, ale i do refleksji nad własną podmiotowością, nad przeżywającym jednostkowym „ja”. Tutaj mamy odwrócenie perspektywy. W centrum nie stoi już osoba ludzka, ale mikroorganizm, niczym samo życie. I nie jako poznający podmiot, raczej jako przedmiot poznania: teraz patrzcie na mnie! Taki jest ten ogród rzeczy. Ogród – czyli styk natury i kultury: przyroda, ale wyeksponowana i zaaranżowana przez człowieka, by zachwycała, jak drobne formy życia przetworzone przez artystyczną wrażliwość Agnieszki Gerwatowskiej. I rzeczy, rozumiane jako obiekty estetyczne, które zasługują na afirmację i podziw po prostu dlatego, że są.
  
Justyna Artym
 
Wystawa do 12.04.2026 r.


 

Kontynuując zgadasz się na politykę cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close